poniedziałek, 29 czerwca 2015
Koniec sezonu na Bardzo Dobre Poniedziałki*. Część 23
Świetnie jest zapełniać pudełka dobrym jedzeniem, fajnie robić im zdjęcia skoro świt i zjadać zawartość w pracy. Lubię to robić i lubię o tym pisać. Z pożytkiem – mam nadzieję. :)
Ale wakacje to wakacje… Czas odpoczynku, przerwy, oderwania od codziennych zajęć. Choćby były fantastyczne i satysfakcjonujące.
Dziś, na koniec sezonu Bardzo Dobrych Poniedziałków:
- sałata z pomidorami koktajlowymi, ogórkiem, oliwkami, serem feta, serem kozim i ziołami,
- zupa z bobu i brokułów z parmezanem,
- risotto z warzywami i przyprawą tandoori masala,
- morele, mięsiste i słodkie morele…
Ach i sos przecież! Winegret na miodzie.
Tylko risotto dziś rano przyrządzone, reszta (poza morelami oczywiście) – z wczoraj.
Smacznych dni w pracy, ale w wakacje więcej jednak pyszności poza nią – życzę. :)
Do kolejnego poniedziałku – we wrześniu!
*Czyli na domowe jedzenie zabierane do pracy.
sobota, 27 czerwca 2015
Keks z porami, bobem i szczypiorkiem
Upieczony na bazie tego ciasta, ale z zielonym, interesującym farszem. Mile widziany jako przystawka na imprezach, zrobi furorę na pikniku, uprzyjemni wycieczkę w góry. Dobrze się kroi, przechowuje, jest sycący, a dodatkiem mąki orkiszowej można usprawiedliwić każdy kawałek, po który sięgniecie...
Składniki:
3 jajka (0/1),
200 g mąki (pół na pół – zwykłej i orkiszowej, albo samej orkiszowej – typ 720),
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia,
100 ml mleka,
100 ml oliwy,
100 g tartego, żółtego sera,
2 łyżeczki ziół (mieszanka prowansalska lub odrobina rozmarynu, sprawdza się też przyprawa do pizzy),
Sól, pieprz.
Farsz:
2 nieduże pory (biała i jasnozielona część),
Duża garść ugotowanego i obranego bobu,
3-4 łyżki posiekanego szczypiorku,
Kawałek żółtego sera dojrzewającego (np. cheddaru) wielkości pudełka zapałek,
Ser kozi albo nieduży kawałek fety,
8-10 większych listków bazylii,
1-2 łyżki zielonego pesto,
Oliwa.
Oczyszczone dokładnie pory kroimy drobno i przesmażamy do zeszklenia na oliwie.
Włączamy piekarnik, by się nagrzał do 200 st.
Mieszamy w misce mąkę, proszek do pieczenia, starty ser, zioła i przyprawy, solimy delikatnie (dwie szczypty powinny wystarczyć). Do wgłębienia zrobionego w „suchych” składnikach, wlewamy rozbełtane ze sobą jajka, oliwę i mleko. Mieszamy całość, ale tylko do dokładnego połączenia, niezbyt długo. Blaszkę (w moim przypadku - 16/21 cm) smarujemy oliwą i wykładamy pergaminem (jeśli jest to forma szklana, albo silikonowa, nie jest to konieczne). Na spód dajemy połowę ciasta, układamy na niej pory, bób, posypujemy szczypiorkiem (zostawiając łyżkę na wierzch), porwaną na kawałki bazylią, startym na tarce serem i serem kozim (albo fetą), dodajemy pesto, posypujemy pieprzem. I na to wylewamy drugą warstwę ciasta, wyrównujemy, posypujemy szczypiorkiem i wkładamy do nagrzanego piekarnika.
Pieczemy ok. 40 min – do lekkiego zrumienienia.
Najlepszy jest ciepły, można go oczywiście odgrzewać na drugi dzień – np. na patelni z odrobiną masła.
czwartek, 25 czerwca 2015
Sałatka z bobem, młodymi ziemniakami i fasolką
Włosi są mistrzami w wykorzystywaniu resztek i tworzeniu z nich świetnych, bezpretensjonalnych dań. Takim jest właśnie ta wariacja na temat insalata di fagiolini, czyli sałatki z różnymi rodzajami fasoli. Wystarczy, że zostanie z obiadu kilka młodych ziemniaków, trochę fasolki szparagowej, a pod ręką mamy też paprykę grillowaną (może być ze słoiczka) i bób. No i świeże zioła – bez nich sałatka dużo traci. Ważne też, by ugotowane warzywa były dość twarde, nierozgotowane. Dodać można również oliwki, mozarellę, czy pokruszony kozi ser, ale i bez nich to będzie naprawdę miły, letni posiłek w stylu włoskim.
Buon appetito!
Składniki (dla 3-4 osób):
Czubaty kubek ugotowanego i obranego bobu,
8-10 ugotowanych, małych, młodych ziemniaków,
Po garści ugotowanej fasolki szparagowej – żółtej i zielonej,
1 czerwona papryka (albo papryka ze słoiczka),
Sos:
Garść natki pietruszki,
2-3 spore ząbki czosnku,
Łyżka soku z cytryny (albo mały kawałek kiszonej cytryny),
Kilka listków bazylii,
3-4 listki mięty,
1/3 szklanki oliwy z oliwek,
Sól, pieprz.
Świeże zioła do posypania – bazylia, tymianek cytrynowy, mięta.
Paprykę płuczemy, kroimy na kawałki i grillujemy na patelni, spryskując ją odrobinę oliwą.
Ziemniaki kroimy na plasterki, fasolkę na kawałki.
Do malaksera wrzucamy wypłukaną natkę pietruszki, obrane ząbki czosnku, zioła, dodajemy sok z cytryny i miksujemy dolewając stopniowo oliwę. Dorzucamy w trakcie miksowania także łyżkę ugotowanego bobu. Solimy do smaku.
Do salaterki wrzucamy pokrojone warzywa i przestudzoną paprykę, tuż przed podaniem doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem, polewamy sosem i posypujemy ziołami.
PS. Fasolka i bób będą ładnie zielone, gdy ugotujemy je al dente i od razu po odcedzeniu mocno oziębimy (np. przy użyciu kostek lodu). Ja lubię tę sałatkę, gdy jest leciutko ciepła, więc rezygnuję z fotogenicznej zieleni, albo odrobinę podgrzewam składniki...
wtorek, 23 czerwca 2015
Truskawki „Tatki”
Dużo mam z Taty, nie tylko nos. Mniej cech przydatnych, więcej kompletnie nie na te czasy.
Chorował, przez pierwsze lata mojego życia nie mógł pracować, poświęcał mi dużo uwagi. Wśród kulinarnych, wczesnych wspomnień mam takie trzy główne: grzanek, które upiekłam na węgiel, a Tato je zjadł, pajdy świeżego chleba z paprykarzem szczecińskim (z uwagą przyglądał się puszce, potem ją z namaszczeniem otwierał, długo kroił chleb, jeszcze dłużej go smarował, a ja niecierpliwiąc się przestępowałam z nogi na nogę) oraz najprostszego deseru na świecie.
W sezonie „Tatko” codziennie kupował truskawki. Najpierw płukał je, płukał i płukał... Następnie bardzo pieczołowicie czyścił z szypułek, niezwykle dokładnie rozgniatał je z cukrem w talerzu i wreszcie dolewał na końcu śmietanę. Podkreślam tę – ujmując delikatnie – nieśpieszność, bo tego jednak po Nim nie odziedziczyłam, a była powodem nie tylko mojej, dziecięcej irytacji.
Więc nabierałam sobie na talerzyk tych truskawek, a gdy jeszcze była do nich świeża drożdżówka z serem, jawiły mi się jako coś najlepszego na świecie...
I choć teraz wykonuję tak samo tych kilka prostych czynności, to nie ma już tego oczekiwania, nie ma tego smaku i od dawna nie ma też „Tatki”...
sobota, 20 czerwca 2015
Ciasto z agrestem, jagodami i bezą
Agrest. Początek lata, początek owocowego alfabetu. Z własnego ogrodu najlepiej, bo z jakiejś przyczyny ten kupowany jest dość drogi. Każdy owoc trzeba oczyścić, więc dłubanina, ale warto. Wierzcie mi, choćby dla tego ciasta warto.
Składniki (proporcja na dużą, prostokątną blachę):
200 g masła,
1,5 szklanki mąki orkiszowej (typ 720, 750),
1 szklanka (z czubkiem) mąki pszennej np. tortowej,
szklanka cukru trzcinowego (białego – nieco mniej),
5 żółtek.
0,5-0,7 kg agrestu,
Szklanka jagód (mogą być mrożone),
150-200 g marcepanu cukierniczego (warto się o niego postarać! Bywa np. w Lidlu),
4 kopiaste łyżki zmielonych migdałów (albo orzechów),
Garść płatków migdałowych, albo rozdrobnionych migdałów (orzechów).
5 białek,
1 i ¼ szkl. cukru drobnego (lub kryształu zmielonego w malakserze. Nie na puder!),
Łyżka mąki ziemniaczanej,
Łyżka soku z cytryny.
Agrest płuczemy i oczyszczamy. Jagody również (chyba, że mrożone).
Włączamy piekarnik, by się nagrzał do temp. 180 stopni.
Składniki ciasta kruchego (masło, mąka, cukier trzcinowy, żółtka) umieszczamy w misie malaksera i łączymy ze sobą, aż powstaną okruchy (nie wolno zbyt długo miksować!). Odkładamy 6-7 kopiastych łyżek tych okruchów, a resztę wsypujemy na wyłożoną papierem blachem, lekko przyklepujemy. Na to trzeba zetrzeć na tarce marcepan i posypać całość zmielonymi migdałami. Wykładamy owoce, posypujemy odłożonym ciastem i płatkami migdałowymi. Wstawiamy blachę do nagrzanego piekarnika – na ok. 25 min (góra-dół).
Ubijamy sztywną pianę z białek*. Do takiej piany dodajemy po łyżce cukier, cały czas ubijając, a pod koniec wsypujemy mąkę ziemniaczaną i wlewamy sok z cytryny. Beza jest ubita jak trzeba, gdy pod palcami nie wyczuwamy kryształków cukru – dlatego warto używać drobnego cukru.
Wyjmujemy podpieczone ciasto z piekarnika i wykładamy na nie pianę z białek, wyrównujemy lekko i wkładamy do piekarnika – ze zmniejszoną do 160 stopni temperaturą. Pieczemy jeszcze ok. 30 minut.
Wyjmujemy ciasto z piekarnika i studzimy. Najlepsze jest tego samego dnia, jeszcze leciutko ciepłe. Beza jest taka przyjemnie chrupiąca, całość wprost rozpływa się w ustach migdałowo-owocowym smakiem...
* Uwaga: podpatrzyłam ostatnio taki patent dotyczący ubijania białek. Jak wiadomo, gdy dostanie się do miski choćby odrobina tłuszczu (np. z żółtka) białka nie ubiją się jak trzeba. Ale również na misce mogą znajdować się ślady tłuszczu – dlatego warto ją przetrzeć kawałeczkiem cytryny. Podobno to działa. :)
czwartek, 18 czerwca 2015
Rumbarbarum
Ta staropolska nazwa rabarbaru pasuje jak ulał do mojego ostatniego wynalazku.
Zawsze lubiłam rabarbar, choć w dzieciństwie jadłam go właściwie tylko w dwóch postaciach - kompotu i na surowo, z cukrem. Z rezerwą zaczęłam podchodzić do niego, gdy dowiedziałam się, że zawiera szczawiany, które w nadmiarze szkodzą. No, ale jednak bez przesady. Jemy go tylko przez 1-2 miesiące w roku, w dodatku nie codziennie. Drożdżówki z rabarbarem, ciasto z kruszonką, albo ucierane, a tu jeszcze takie „coś”. Zmodyfikowałam ten przepis, dodałam świeży imbir i rum, orzechy i żurawinę, część mąki zastąpiłam orkiszową. To nie jest jakieś wyszukane ciasto. Ot, taki łatwy placek, mało słodki, mocno wilgotny, napakowany owocami, z przyjemną, rumową nutą. Powszedni, ale interesujący.
Składniki (blaszka 21/32 cm, albo tortownica 25-28 cm):
Ok. kilogram rabarbaru,
Szklanka cukru trzcinowego (albo ¾ szkl. białego cukru),
Ok. 4-centymetrowy kawałek świeżego imbiru,
¼ szkl. rumu,
1 szkl. mąki pszennej,
1 szkl. mąki orkiszowej,
4 jajka (wolny wybieg!),
6-7 łyżek oleju rzepakowego lub słonecznikowego,
1 łyżeczka proszku do pieczenia,
1 łyżeczka sody rozpuszczonej w 2 łyżkach mleka,
Garść suszonych żurawin,
Garść orzechów włoskich,
łyżeczka cynamonu,
Aromat rumowy (1/2 łyżeczki - opcjonalnie),
Biała czekolada – do posypania.
Oczyszczony, wypłukany rabarbar kroimy w sporą kostkę, zasypujemy cukrem i odstawiamy na ok. ½ godziny. Pod koniec tego czasu włączamy piekarnik (temp. 180 stopni, góra-dół). Dodajemy rum, starty na drobnej tarce imbir, bakalie, jajka, mąkę, olej, proszek i sodę oraz cynamon i aromat. Mieszamy wszystko – krótko, ale do połączenia się wszystkich składników. Wylewamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, wyrównujemy wierzch i wstawiamy do ciepłego piekarnika. Pieczemy ok. 35-40 minut.
Gdy ciasto będzie stygło, można - jeszcze ciepłe – posypać startą, białą czekoladą. A komu będzie mało cukru – cukrem pudrem.
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Very Good Monday. Part 22 *
Zacznę od cytatu z piosenki The Mamas and The Papas:
Monday, Monday, so good to me,
Monday morning, it was all I hoped it would be.
Oh Monday morning, Monday morning couldn't guarantee
That Monday evening you would still be here with me.
Czyli w skrócie: poniedziałkowy wieczór może nie być tak dobry jak poranek.
Jak już ktoś raz przypiął łatkę poniedziałkowi, tak wlecze się za nim zła sława. Te wszystkie „ajdontlajkmondejs” i inne „blumondeje”. Tak jakby wtorek był w czymś lepszy.
A ja lubię ten dzień. Każdy wieczór może być gorszy niż początek dnia, jeśli zjemy byle co, byle jak, byle gdzie i z byle kim.
Tymczasem dziś jeden z moich najbardziej „wypasionych” zestawów pudełek, takie menu – rzekłabym – afirmacyjne. Bo czy może być źle, gdy mam w pracy świeżą sałatę i zioła, ogrodowe warzywa i jedno z ulubionych dań „ever” (gołąbki!), nie jem w pośpiechu, a i wszelkie inne okoliczności są przyjazne?
Zjedzone:
- sałata masłowa, chrupiąca rukola, mięsista rukiew wodna, bazylia (wszystko z ogrodu, nie z supermarketu!), z pomidorkami, twarogiem wędzonym i winegretem na bazie pesto;
- keks orkiszowy ze szczypiorkiem, przekładany bobem, porami i mozarellą (tu przydał się kubek do napojów, wykorzystany jako dodatkowe pudełeczko ;)),
- kalarepka duszona z młodym groszkiem, korzeniem pietruszki, kurkumą i bobem,
- gołąbki z młodej kapusty z pieczarkami i cebulą, przyprawione rozmarynem,
- brzoskwinia z melisą.
Wszystko przygotowałam wczoraj wieczorem, poza sałatą, której składniki dzień wcześniej tylko wypłukałam.
Poniedziałeczek. :)
*Po angielsku opuszczam już nieco cykl o jedzeniu zabieranym do pracy. W końcu niedługo wakacje, urlopy. Komu będzie się chciało o tym czytać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)














