Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świątecznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świątecznie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 stycznia 2023

Sernik cynamonowy

Bardzo sympatyczny wypiek. A nawet uroczy. Bo łatwo go zrobić, daje jakąś niezwykłą przyjemność tworzenia, a jego smak jest otulający i pełen słodkiej otuchy. Nie tylko więc ze względu na dodatek cynamonu można go porównać ze słynnymi, zakręconymi bułeczkami cynamonowymi. One też podnoszą nastrój – i podczas przygotowywania i gdy się człowiek wgryza w ich korzenną miękkość.

Atutem sernika jest też to, że powstaje z niewielkiej ilości składników, będzie nieduży – w sam raz na weekendowy podwieczorek dla 2-4 osób. Nie trzeba mieć jakiegoś wypasionego sprzętu, żeby go zrobić, wystarczą miski, trzepaczka, niewielki rondelek, ręczny mikser. Najlepsza będzie tortownica o śr. 18 cm, ale piekłam go w 20-centymentrowej i też był OK.

Wykorzystałam na spód kruche ciasteczka upieczone przed świętami, idealnie się sprawdziły. A jeśli nie macie własnych, wystarczą ciastka typu „digestive”, albo inne najzwyklejsze herbatniki ze sklepu.

Składniki (na tortownicę o śr. 18-20 cm):

Spód

150 g kruchych ciastek,

60 g stopionego masła.

Ser

Składniki „zimne” trzeba wcześniej wyjąć z lodówki, by były w temp. pokojowej

340 g twarogu sernikowego z kubka (preferuję „Ulubiony” z Wielunia),

190 g (ok. ¾ szkl.) jogurtu greckiego,

½ szkl. cukru pudru,

2 łyżki zwykłej mąki,

Ekstrakt waniliowy (2 łyżeczki), albo aromat waniliowy (kilka kropli),

1 łyżeczka cynamonu w proszku,

2 duże jajka.

Warstwa cynamonowa

¼ szkl. brązowego cukru,

2 łyżki zwykłej mąki,

2 łyżeczki cynamonu,

1 kopiasta łyżka roztopionego masła.

Polewa serowa

110 g twarogu sernikowego,

2 łyżki cukru pudru,

1 łyżeczka mleka.

Kruche ciastka umieszczamy w woreczku strunowym i przejeżdżamy po nich wałkiem do ciasta, aż się porządnie rozkruszą. Łączymy je ze stopionym masłem, mieszamy, wysypujemy do tortownicy wyłożonej papierem i ugniatamy. Odstawiamy na 30 min do lodówki.

Do miski wsypujemy brązowy cukier, mąkę, cynamon i stopione masło, mieszamy widelcem, aż powstanie cynamonowa kruszonka. Odkładamy ją na bok.

W wyższej misce umieszczamy 340 g sera, krótko go miksujemy. Dodajemy pozostałe składniki warstwy serowej – POZA JAJKAMI. Krótko miksujemy, tylko do połączenia się składników. Do mniejszej miski wbijamy jajka i ubijamy je ręczną trzepaczką, aż się spienią.

Włączamy piekarnik, by się nagrzał do 130 stopni (góra-dół, bez termoobiegu).

Wlewamy jajka do sera i delikatnie mieszamy całość przy pomocy szpatułki. Krótko, tylko do wchłonięcia jajek przez masę.

Wyjmujemy tortownicę z lodówki, wykładamy na spód połowę masy serowej. Posypujemy ją kruszonką cynamonową i wykładamy resztę sera. Wyrównujemy wierzch.

Wstawiamy tortownicę do nagrzanego piekarnika i pieczemy w temp. 130 stopni ok. 60-65 minut.

Po tym czasie środek sernika powinien wyglądać jak lekko niedopieczony, będzie nieco błyszczeć.

Wyjmujemy sernik z piekarnika i odstawiamy go do wystudzenia, powinien potem trafić do lodówki przynajmniej na 5-6 godzin.

Ostrożnie wyjmujemy sernik z tortownicy, można sobie pomóc cienką łopatką albo nożem. Przekładamy go na talerz, czy też paterę.

Mieszamy ze sobą składniki polewy, powinna być półpłynna i gładka. Oblewamy wierzch, wygładzamy i bardzo leciutko posypujemy cynamonem.

Gotowe. :)

Świetnie się go kroi, pachnie jak ósmy cud świata, smakuje niebem cynamonowym. 

Skorzystałam z przepisu znalezionego na elmundoeats.com.



 








niedziela, 3 kwietnia 2022

Szarlotka Iga

 


To jest ciasto, które śmiało można uznać za wiosenne, uraczyć nim rodzinę podczas Wielkanocy. Ma w sobie cytrusową świeżość i delikatność białych kwiatowych płatków. Bardzo polecam dodatek wody z kwiatów pomarańczy – nie ma problemu z odnalezieniem jej w sklepach internetowych, nie jest droga, a wyjątkowo podbija smak zimowych jabłek, tworzy niezwykłą, nową jakość. Przydaje się w kuchni – oprócz tego, że aromatyzuję nią słodkie potrawy, służy mi też jako pachnący dodatek do płynu octowego, którym zastępuję chemiczne środki czyszczące.  

Nazwałam tę szarlotkę „Iga”, bo powstała w dzień, kiedy fantastyczna tenisistka Iga Świątek wygrała turniej w Miami, wchodząc do grupy Sunshine Double, czyli zawodniczek, które w ciągu jednego roku wygrały prestiżowe turnieje w Kalifornii i na Florydzie.

Szarlotka i sportowa radość zawsze w cenie.

Ciasto

Niepełna szklanka mąki,

3 łyżki cukru,

Pół łyżeczki proszku do pieczenia,

3 żółtka,

70 g margaryny lub masła,

Łyżeczka mocnego alkoholu (wódka, brandy, rum).

Warstwa jabłkowa

6-7 sporych, kruchych jabłek,

3 łyżki cukru,

1 łyżka cukru z wanilią,

Pół łyżeczki wody z kwiatu pomarańczy.

Beza

3 białka,

150 g drobnego cukru (można w małym malakserze rozdrobnić zwykły cukier),

Łyżka mąki ziemniaczanej,

Skórka starta z połowy cytryny albo z całej limonki.

Dodatkowo

Bułka tarta do posypania.

Składniki ciasta kruchego wrzucamy do misy malaksera – miksujemy krótko, tylko do ich połączenia. Formujemy kulę, zawijamy w papier do pieczenia, odstawiamy na chwilę do lodówki.

Jabłka obieramy, czyścimy, rozdrabniamy – przy pomocy tarki, albo robota kuchennego. Wrzucamy je na patelnię z cukrem i cukrem waniliowym, przesmażamy mieszając, aż zaczną gęstnieć (zależnie od gatunku jabłek – ok. 5-8 minut). Pod koniec dolewamy wodę z kwiatów pomarańczy, mieszamy.

Piekarnik nagrzewamy do temp. 180 stopni.

Tortownicę (śr. 24-25 cm) wykładamy papierem do pieczenia, ciasto wałkujemy w okrąg na stolnicy podsypanej lekko mąką, umieszczamy je w tortownicy (przenosimy nawijając na wałek) – na spodzie i brzegach na wysokość ok. 3 cm. Nakłuwamy ciasto widelcem i posypujemy lekko tartą bułką.

Na cieście umieszczamy jabłka, wyrównujemy powierzchnię i wkładamy do piekarnika na 25 minut.

Po 15 minutach od włożenia ciasta do piekarnika, przygotowujemy bezę.

Ubijamy pianę z białek – przez ok. 5 minut na wysokich obrotach. Po tym czasie dosypujemy po łyżce cukier, przez cały czas miksując, gdy zużyjemy cały cukier, dosypujemy mąkę ziemniaczaną oraz startą skórkę i jeszcze przez minutę miksujemy.

Wyjmujemy ciasto z piekarnika, umieszczamy na wierzchu bezę, lekko ją rozprowadzamy i znów wkładamy do piekarnika. Po 10 minutach zmniejszamy temperaturę do 160 stopni i pieczemy jeszcze 10 minut.

Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy do przestudzenia.  Pięknie się kroi, robi wrażenie.






czwartek, 6 stycznia 2022

(Nad)zwyczajny sernik z mascarpone

 


„Zwyczajnego roku”, „Chciałabym, żeby był zwyczajny, nawet nudny” – takie życzenia na początek 2022 roku też się zdarzały. Gdy więc usłyszałam, że sernik też ma być zwykły, klasyczny, jakoś mnie to wcale nie zdziwiło, ani nie dotknęło – mnie, wielbicielkę szaleństwa, zmian, która nudy raczej unika. „Znak czasów” – pomyślałam i postanowiłam na dobry początek kolejnego roku, spełnić prośbę.

Ale to, że zwykły, nie znaczy nijaki. Wręcz przeciwnie – ten „czysty” smak, bez udziwnień, a jednocześnie z gatunku „wow!”, to jest dopiero wyzwanie.

I udał się nadzwyczajnie: zwarty, ale delikatny, kremowy, a jednocześnie świetny w krojeniu. Opadający tylko nieznacznie – jeśli uda się nie przedobrzyć przy mieszaniu.

To jeden z tych serników, do których będę wracać. Choć do minionego roku wcale pamięcią wracać nie chcę. Tak bywa, oby nie stało się to regułą.

Składniki (na tortownicę o średnicy 26 cm):

Masa serowa

1 kg sernikowego twarogu (takiego z kubełka),

500 g mascarpone,

5 dużych (6 mniejszych) jajek,

Dwa budynie waniliowe (bez cukru),

Szklanka cukru (lub ¾ - jeśli sernik ma być mniej słodki),

200 ml śmietanki kremowej 30 proc.

Spód

75 g mąki ryżowej,

70 g masła,

2 łyżki mielonych migdałów albo wiórków kokosowych,

Kopiasta łyżeczka kakao,

3 łyżki cukru trzcinowego,

Nieduże jajko,

Łyżeczka śmietany.

Na wierzch - cukier puder.

Opcjonalnie - owoce leśne np. z mrożonki, przesmażone z cukrem, albo jakaś dobra konfitura. Mogą być też owoce żurawiny w cukrze, może być też lemon curd, czy też kajmak z puszki - w wersji luksusowej.

Wszystkie składniki na spód miksujemy, zagniatamy szybko w kulę i odkładamy do lodówki na 15-20 minut.

Włączamy piekarnik, by się nagrzał do 180 stopni.

Przygotowujemy tortownicę, wykładamy ją papierem do pieczenia.

Na jej spodzie umieszczamy kruche ciasto, równomiernie rozprowadzamy, robimy z niego ok. 3-centymentrowy rant. Wkładamy tortownicę do nagrzanego piekarnika i podpiekamy spód przez ok. 12 minut. Wyciągamy go z piekarnika, by przestygł.

Do misy robota wrzucamy sery, dodajemy resztę składników i miksujemy całość na niewielkich obrotach, tylko do połączenia się wszystkich składników. Wylewamy masę serową na spód – będzie jej dużo, warto mieć wyższą tortownicę, albo wyłożyć jej boki wysoko papierem do pieczenia. Wyrównujemy powierzchnię sernika, przechylając go lekko i wstawiamy do piekarnika z temperaturą 150 stopni. I w takiej, dość niewysokiej temperaturze, pieczemy go ok. 90-95 minut. Taki powolny proces pieczenia powoduje, że krótko mieszany sernik nie wyrasta gwałtownie i z równym impetem nie opada.

Powinien lekko się podnieść i zezłocić. Nie otwieramy piekarnika w trakcie pieczenia, ani przez pół godziny po jego zakończeniu. Dopiero po tym czasie uchylamy lekko drzwiczki i pozostawiamy sernik do całkowitego wystudzenia, przenosząc go później w chłodne miejsce.

Przed pokrojeniem można posypać cukrem pudrem, albo do każdego kawałka dodać owocowy akcent, można też posmarować delikatnie wierzch kremem lemon curd, czy też kajmakiem z puszki.

Zwyczajny cud.

Zainspirował mnie przepis ze strony niecodziennikpary.pl










niedziela, 28 marca 2021

Pasztet z soczewicy i selera

 


Poszukując przepisu na bezmięsny pasztet idealny, kieruję się kilkoma zasadami: musi być łatwy, bez kaszy jaglanej (nie lubię) i powinien być dobry zarówno do krojenia, jak i smarowania. Ten spełnia warunki, ma zdecydowany smak i w dodatku jest w nim mój ukochany seler.

Świetny do kanapek do pracy, na śniadaniowy i świąteczny stół, będzie smakować nawet tym, którzy warzywnych pasztetów wcześniej nie poważali.

Składniki (na foremkę ok. 11/21 cm):

200 g zielonej, albo brązowej soczewicy,

Spory seler (zwykły, nie naciowy) – ok. 450 g

1 duża cebula,

4 średnie ząbki czosnku,

6 łyżek płatków owsianych plus 1 dodatkowo do posypania foremki,

Kopiasta łyżeczka musztardy (najlepiej dijon),

Łyżka mielonego siemienia lnianego,

Łyżka drożdży nieaktywnych (opcjonalnie),

Oliwa i olej rzepakowy,

Przyprawy: kurkuma (pół łyżeczki), majeranek (łyżka), oregano (łyżeczka), papryka słodka (łyżeczka), 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej, ostra papryka (ok. 1/3 łyżeczki), sól i pieprz – do smaku.

Soczewicę płuczemy dokładnie i wsypujemy do gotującej się wody (ok. 2.5 szklanki). Gotujemy do miękkości – różnie to bywa z soczewicą, czasem wystarczy jej 15 minut, a czasem potrzebuje ich 25. Odcedzamy i studzimy.

Seler obieramy, płuczemy i ścieramy na tarce z grubymi oczkami. Cebulę kroimy w kostkę i wrzucamy na rozgrzaną oliwę z olejem (ok. 2-3 łyżki), razem z pokrojonym na plasterki czosnkiem. Dusimy przez chwilę, mieszamy, dokładamy kurkumę i obie papryki, smażymy jeszcze przez ok. 2 minuty, dorzucamy starty seler, sól i pieprz – do smaku, mieszamy. Dusimy na niewielkim ogniu, przez ok. 30-40 minut, pod przykryciem, dolewając 1/3 szklanki wody, mieszając od czasu do czasu. Seler powinien zmięknąć, woda - całkiem odparować. Odstawiamy, by warzywa przestygły nieco.

Włączamy piekarnik, by się nagrzał do temp. 180 stopni (góra/dół).

Do misy blendera wrzucamy soczewicę, seler z cebulą i czosnkiem, pozostałe przyprawy, 6 łyżek płatków owsianych, musztardę, drożdże nieaktywne, siemię lniane. Miksujemy do uzyskania w miarę jednolitej masy. Próbujemy, dodajemy sól i pieprz do smaku – wg mnie po ok. pół łyżeczki. UWAGA: to ważny moment. Smak masy powinien być wyrazisty, zdecydowany, ale nie przesadzajmy z solą, bo słoność pasztetów warzywnych wzmacnia się po upieczeniu. Raczej powinniśmy czuć bardziej aromat przypraw, musztardy i pieprzu, i to, że masa nie jest bez smaku.

Foremkę smarujemy oliwą, posypujemy spód łyżką płatków owsianych. Wykładamy masę, wyrównujemy wierzch, skrapiamy go oliwą. Można przejechać po nim widelcem, który utworzy takie efektowne rowki, a przy okazji rozprowadzi oliwę.

Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 40-45 minut. Studzimy i zajadamy się.








poniedziałek, 15 lutego 2021

Śledź curry

Tak za mną chodziły śledzie w curry, że zrobiłam w ciągu roku ze dwa podejścia do kompozycji rybno-korzennej. 

Dopiero tym razem się udało – sos jest fantastycznie żółty, słodko-kwaśno-ostry, bogaty w odcienie jak słoneczniki van Gogha. Nic dziwnego, że szczególnie Skandynawowie tak gustują w mięsistej rybie zanurzonej w gęstym, aromatycznym sosie. Taki śledzik na kromce chrupiącego chleba jest jak uśmiech słońca w ponurej, ciemnej rzeczywistości, z krótkim, zimowym dniem. Pyszne są szwedzkie śledzie ze słoiczków, które można kupić czasem w znanym dyskoncie, albo w IKEA, ale moje też są niczego sobie. 😊

A wszystko zaczęło się od śledzi a la matjas, również z tego dyskontu na „L”, które okazały się potwornie słone. Jakoś nie miałam do nich serca, ale podjęłam wyzwanie, wymoczyłam w mleku, opłukałam, pokroiłam i czekały na sos.

Składniki:

6-8 pokrojonych filetów śledziowych (jeśli trzeba - wymoczonych wcześniej przez noc w mleku),

2 łyżki przyprawy curry wymieszanej z kurkumą (sama curry nie da takiego żółtego koloru),

3 kopiaste łyżki majonezu,

6 kopiastych łyżek gęstej śmietany 18 proc.,

2 łyżeczki octu winnego, albo jabłkowego,

Łyżeczka musztardy dijon,

Łyżeczka musztardy ziarnistej,

2 łyżeczki miodu,

Pół łyżeczki przyprawy piri-piri ( w płynie), może być zamiennie pieprz cayenne – do smaku,

Pół dużej cebuli, bardzo cienko pokrojonej w piórka i sparzonej wrzątkiem,

Małe jabłko, albo mus z mango, albo zmiksowany ananas (jeśli z puszki, to 2 krążki)

Sól – opcjonalnie (jeśli śledzie będą bardzo słone można nie dodawać),

Liście kaffiru – opcjonalnie.

W miseczce łączymy ze sobą śmietanę, majonez, curry z kurkumą, ocet, musztardy, ostrą przyprawę – mieszamy. Miód rozpuszczamy z odrobiną wody, tak by miał płynną konsystencję (jeśli jej nie ma) i dodajemy do sosu. Próbujemy i dodajemy czegoś, czego nam brakuje – ostrości, słodyczy, kwasku? To indywidualna sprawa – ja wole bardziej kwaskowo, niż pikantnie. Element owocowy jest bardzo potrzebny w tym sosie, bo harmonizuje, wyrównuje jego smak. Jeśli nie macie mango (3-4 łyżki musu), to można po prostu zetrzeć na drobnej tarce winne jabłko, dodając je do sosu po trochu, do smaku. Lekko dosalamy i na koniec dorzucamy cebulę. Znów mieszamy i takim sosem przekładamy w słoiku kolejne warstwy śledzia. Liście limonki kaffir dorzucane do warstw, to taki dodatkowy bonus, podkreślający orientalny charakter przystawki.

Najlepiej smakują na drugi dzień po przygotowaniu.

Nie ma takiego śledzia w całych internetach, w krainach północnych, ani południowych. Wierzcie mi.



 
















sobota, 2 stycznia 2021

Kugelis, czyli baba ziemniaczana


Chodziła za mną bardzo, aż udało się pomiędzy świętami, a Nowym Rokiem ją upiec. Wiedziałam, że powinna być z ziemniaków surowych zmieszanych z ugotowanymi i że można przełożyć warstwy kapustą. Ale jakie proporcje, czym doprawić, z jajem czy bez?

Szukałam odpowiedniego przepisu i wcale nie było to takie proste. Aż wreszcie przyszła w sukurs książka z lekko pożółkłymi kartkami, którą mam od wielu lat, ale rzadko korzystam, bo bardzo mięsna jest. „Kuchnia litewska”* Nijole i Macieja Druto, pełna jest mąki, skwarków, cielęciny i ryb, grzybów i śmietany, stoły pod takim jadłem się uginały, ludzie musieli przetrwać srogie zimy i mieć siłę do ciężkiej, fizycznej pracy. Z reguły są to proste potrawy, zwane obecnie chłopskim jadłem, wiele z nich można i warto wprowadzić także do wielkomiejskiego menu, byle z umiarem.

Baba jest z gatunku tych banalnych, kulinarnych cudów, gdy z bardzo zwyczajnych składników powstaje coś efektownego i pysznego.

W Polsce spotykana jest często pod tradycyjną nazwą: „kugiel”, jak widać blisko jej bardzo do kugelisu.

Przyda się porządna forma do babki, moja ma średnicę 24 cm. Ale można też zrobić babę w zwykłej, prostokątnej formie, albo w żaroodpornym naczyniu.

W oryginalnym przepisie warstwy ziemniaków przekłada się kiszoną kapustą uduszoną z cebulą i skwarkami. Ja poszłam na łatwiznę i wykorzystałam, bardzo zresztą przyzwoitą w smaku, gotową kapustę zasmażaną ze słoiczka, dodając do niej przesmażoną z pieczarkami cebulkę.

Składniki:

15-16 ziemniaków średniej wielkości – surowych,

5-6 większych ziemniaków – ugotowanych,

2 łyżki mąki,

1 jajko,

Sól i pieprz,

Tłuszcz (np. olej, albo masło) do posmarowania foremki i do polania wierzchu.

Kilka dużych liści kapusty włoskiej.

Do przełożenia:

1 duża cebula,

6-8 szt. większych pieczarek,

Słoiczek (480 g) kapusty zasmażanej,

Albo: kilka dodatkowych liści kapusty włoskiej.

Surowe ziemniaki, po oczyszczeniu i umyciu, trzeba zetrzeć – na tarce, albo przy pomocy malaksera z odpowiednią wkładką (drobne otwory). Odsączamy je z nadmiaru płynu, odciskając ręcznie, albo pozostawiając na sicie.

Ugotowane ziemniaki też trzeba rozdrobnić, powinno powstać gładkie puree. Zrobiłam to przy pomocy malaksera, montując w jego misie nóż o kształcie litery „S”. Łączymy ziemniaki surowe z ugotowanymi, mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem – smak powinien być wyraźny. Dodajemy mąkę, surowe jajko i znów dokładnie, najlepiej ręcznie, mieszamy.

Na patelni rozgrzewamy nieco oleju, przesmażamy na nim cebulkę do zeszklenia, dodajemy drobno pokrojone, albo starte pieczarki, dusimy – mieszając. Dokładamy kapustę ze słoiczka, mieszamy, doprawiamy.

Uwaga: jeśli ktoś nie chce wykorzystać kapusty zasmażanej, może przygotować więcej cebulki z pieczarkami, albo grzybami i przełożyć nią warstwy ziemniaków oraz – dodatkowo – ładnymi, zblanszowanymi i pozbawionymi twardych zgrubień, liśćmi kapusty włoskiej.

Smarujemy tłuszczem formę, wykładamy ją zblanszowanymi liśćmi kapusty, zgrubieniami do dołu formy, tworząc warstwę, która nie tylko zabezpieczy przed przypaleniem, ale też utworzy efektowny wierzch. Liście powinny wystawać nieco poza brzeg formy.

Wykładamy 1/3 masy ziemniaczanej, na to kapustę z pieczarkami, znów część masy i część farszu, na wierzchu powinna się znaleźć masa ziemniaczana. Przykrywamy wierzch liśćmi wystającymi za brzeg, powinny całkowicie zakryć masę. Nakłuwamy liście lekko widelcem, spryskujemy całość olejem, lub stopionym masłem.

Nagrzewamy piekarnik do temp. 180 stopni, pieczemy babę w takiej temp. ok. 15 minut, potem zmniejszamy do 160 stopni i pieczemy jeszcze ok. 40-45 min.

Baba powinna ładnie się przyrumienić – byle nie za bardzo.

Wyjmujemy babę z piekarnika, studzimy lekko, wykładamy na talerz, odwracając formę.

Najlepiej jeść ją od razu po upieczeniu, albo na drugi dzień, krojąc na kawałki i odsmażając je na patelni.

Wierzchnie liście można zdjąć – będzie łatwiej kroić, ale liście też oczywiście nadają się do jedzenia, ja lubię takie mocno przypieczone. 😊

Idealnymi dodatkami do baby ziemniaczanej będą: śmietana albo jogurt grecki i smażona cebulka. Mniam!

PS. Jeśli nie traficie z odpowiednim doprawieniem baby solą i pieprzem, zawsze można posypać przyprawami przy odsmażaniu. Lepsze to niż przesolenie. 

*Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1987













 






































piątek, 13 listopada 2020

Муравейник, czyli mrowisko

 

To jeden z tych uroczych dziwolągów cukiernictwa domowego, budzących wspomnienia i tęsknotę za dzieciństwem. W Polsce, dla pokolenia pamiętającego PRL, takim cudakiem mogą być szyszki z ryżu dmuchanego i krówek, albo bloki czekoladopodobne z ciastek, mleka w proszku, kakao, czy też wafle przekładane słodką masą i powidłami. Zresztą - ile nas, tyle sentymentalnych receptur.

Zawsze było tak samo: nie ma słodyczy, a chce się coś słodkiego i mama musi znaleźć patent na zaspokojenie tych dziecięcych zachcianek. Przypuszczam, że rosyjski murawiejnik, czyli „mrowisko”, powstał właśnie w taki sposób. I zyskał sławę wypieku kultowego. Sprzedaje się go w sklepach, tak jak u nas torcik wedlowski - tylko pewnie w różnych wersjach, mniej lub bardziej bogatych w składniki.

Na Podlasiu też znane jest „mrowisko”, ale wygląda inaczej. Powstaje z faworków układanych w kopiec, z dodatkiem miodu i maku. Nie przepadam za chrustami, wybrałam więc rosyjską wersję.

Efekt jest dość przewidywalny: kawałki odłupane, bo trudno raczej odkroić ładne porcje, przypominają w smaku ciastka jeżyki. Wersja podstawowa nie zaskakuje, ale gdy doda się np. śliwki suszone, czy orzechy arachidowe, odrobinę skórki pomarańczowej i przyprawy korzennej, może powstać coś bardziej interesującego, kto wie - może nawet świątecznego.

Tak, czy siak - polecam, by choć raz zabawić się w formowanie mrowiska. Szczególnie dzieci mogą mieć z tego frajdę, a trzeba odciągać je od wirtualnego świata jak najczęściej. Nic lepszego niż wspólne działanie. Słodkie w dodatku.

Składniki (na niewielki kopczyk, ale i tak sycący):

Ciasto kruche

2 szklanki mąki,

100 g zimnego masła,

2 kopiaste łyżki cukru pudru,

Szczypta soli,

Łyżeczka proszku do pieczenia

Żółtko,

125 ml mleka.

Krem

100 g miękkiego masła

Pół puszki  (ok. 200 g) kajmaku,

Kilka kropli ekstraktu waniliowego,

5 łyżek maku (może to być gotowy mak mielony),

50 - 60 g orzechów włoskich,

Czekolada do posypania (deserowa, albo mleczna).

Suche składniki kruchego ciasta wrzucamy do miski, mieszamy. Dodajemy pokrojone masło i tworzymy kruszonkę. Można to zrobić ręcznie, można też przy pomocy malaksera.  Na koniec dokładamy żółtko i mleko, wyrabiamy ciasto dokładnie, ale krótko, formujemy z niego kulę i schładzamy w lodówce przynajmniej przez  dwie godziny (albo pół godziny w zamrażalniku).

Gdy ciasto odpowiednio stwardnieje ścieramy je na tarce o grubych oczkach i układamy cienką warstwą na dużej blasze, wyłożonej papierem do pieczenia. Według mnie mieści się tak na styku, ciasto trochę zbytnio się zbryla, nie ma formy kruszonki, ale potem i tak łamie się je na mniejsze kawałki, więc może nie jest to aż tak istotne.

Nagrzewamy piekarnik do temp. 180 stopni i wkładamy blachę do nagrzanego. Ważne, by pilnować procesu pieczenia, ciasto nie może się przypalić. Pieczemy ok. 15-20 minut, można w tym czasie przemieszać ciasto, by się równomiernie upiekło.

Upieczone ciasto przekładamy do miski, gdy przestygnie dzielimy je na mniejsze kawałki. Nie na drobne okruchy, ale też nie na za duże kawałki. Moje były nieco za wielkie, ma to potem wpływ na krojenie.  Do ciasta dodajemy rozdrobnione nieco orzechy i mak.

Miękkie masło miksujemy, dodajemy po łyżce kajmak, powinna powstać gładka masa. Dodajemy ekstrakt waniliowy, mieszamy.  

Do masy wsypujemy kruche z orzechami i makiem.  Mieszamy, łączymy całość ze sobą i wykładamy łyżką na talerz, formując kopiec.  Pomalutku, aż do skutku.

Posypujemy wierzch startą czekoladą i odstawiamy do stężenia w chłodne miejsce – na kilka godzin, albo na całą noc, ponoć lepiej się kroi, gdy zrobi się go nawet z kilkudniowym wyprzedzeniem.  My byśmy tyle nie wytrzymali. :)

Przepis znaleziony na blogu Po prostu po swojemu (przecinkowa.blogspot.com).





















niedziela, 22 marca 2020

Sernikozebra, czyli sernik waniliowo-kakaowy


Coś nieskomplikowanego. Coś na pociechę. Jakaś otucha.
Trochę powrót do smaku sprzed lat, ale w wersji serowej. Bez nadmiaru cukru, tłuszczu też w sam raz, tyle co w serze i mleku kokosowym. Spodobał mi się ten pomysł, spodobała mi się jego realizacja. Odprężająca, pełna spokoju – zdecydowanie na ten czas burzliwy.
Rzadko korzystam z czyjegoś przepisu tak w 100 procentach, bez zmian, tu też dołożyłam swoje „trzy grosze” (zmiana ilości składników, brak rodzynek i skórki pomarańczowej, inna polewa na wierzchu). Miło jednak, gdy okazuje się, że to przepis z bloga* bardzo młodych, zakręconych dziewczyn. Nie żebym coś miała przeciw starszym dziewczynom, ale to jednak jakieś optymistyczne, że kolejne pokolenia pieką, kombinują, sięgają po klasykę. Fajnie. :)

Składniki (na formę o śr. 20 cm):
Na spód
100 g płatków owsianych,
100 g miękkich daktyli (jeśli twarde – trzeba je namoczyć przez 10 minut w gorącej wodzie),
3 łyżki kakao,
2-3 łyżki roztopionego masła (może być klarowane).

Masa serowa
650 g sera (takiego gotowego, zmielonego,)
150 ml mleka kokosowego,
4 jajka,
30 g budyniu waniliowego (bez cukru),
150 g cukru (najlepiej drobnego),
3 kopiaste łyżki kakao,
Kilka kropli aromatu waniliowego (albo łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią).

Polewa/krem ganache
50 g czekolady deserowej,
55 ml śmietanki kremówki (30 proc.).


Formę lekko natłuszczamy, wykładamy papierem do pieczenia.
Do misy malaksera wrzucamy/wlewamy składniki spodu, miksujemy do uzyskania konsystencji mokrego piachu. Wsypujemy mieszankę do formy, dociskamy do spodu, lekko podwyższamy brzegi i odkładamy w chłodne miejsce na 20 minut.
Miksujemy wszystkie składniki masy serowej – POZA KAKAO. Niezbyt długo, ale konsystencja powinna być gładka, bez grudek. Dzielimy masę na pół, do jednej części dosypujemy kakao i miksujemy.
Włączamy piekarnik, by się nagrzał do temp. 180 stopni.
Wlewamy na schłodzony spód naprzemiennie, na jego środek – po kilka łyżek jasnej i ciemnej masy. Można wykorzystać dwie małe chochelki do tego – będzie łatwiej. Tworzymy jasne i ciemne kręgi masy aż do jej wyczerpania.
UWAGA: sernik podczas pieczenia nieco rośnie, masa nie powinna sięgać aż do samej krawędzi formy.
Ostrożnie, by nie wymieszać zbyt masy, wkładamy formę do nagrzanego piekarnika.
Pieczemy ok. 42-45 minut w nagrzanym piekarniku, potem zostawiamy do ostygnięcia przy uchylonych drzwiczkach. Schładzamy (najlepiej przez noc).
Na krem ganache – podgrzewamy śmietankę, ale NIE ZAGOTOWUJEMY jej! Kroimy drobno czekoladę i wrzucamy ją do podgrzanej śmietanki. Nie mieszamy, zostawiamy na 4-5 minut i dopiero po tym czasie, delikatnie mieszamy, do powstania gładkiej, lśniącej, czekoladowej emulsji.
Wylewamy ją na wierzch sernika, rozprowadzamy przechylając lekko paterę, odstawiamy w chłodne miejsce do zastygnięcia.
Sernik jest niezwykle elegancki, minimalistycznie piękny, subtelny, zwarty. Przyjemny w krojeniu. Idealny.

*Zainspirował mnie przepis z foodingreen.pl